BANDI: Złote mleczko opalające pod prysznic

6/18/2017 07:09:00 PM

Witam Was wszystkich bardzo serdecznie i zapraszam!


Uwielbiam używać balsamów brązujących pod prysznic w okresie wiosennym, bo po zimie nie ukrywajmy skóra jest po prostu blada. Nie lubię samoopalaczy bo najczęściej spotykałam się z takimi, które pozostawiają smugi co wygląda fatalnie. Nie lubię świecić bladymi nogami (a lubię nosić sukienki i spódnice), więc kiedy na dworze robi się powyżej 20 stopni zakładanie rajstop nie wchodzi u mnie w grę. W tym roku akurat mam przyjemność po raz pierwszy testować kosmetyki marki BANDI a wśród nich znalazło się Złote mleczko opalające pod prysznic. Poszło jako pierwsze do testowania bo i tak miałam sobie kupić coś podobnego w drogerii. Bardzo się cieszę, że wreszcie mam okazję testować kosmetyki BANDI bo do tej pory słyszałam o nich tylko na blogach. Faza testowania mleczka już za mną, więc dzisiaj opowiem Wam jak ono się sprawuje.

OPIS PRODUCENTA:
Mleczko stopniowo opalające po prysznic. Intensywnie nawilża i wygładza skórę. Zawiera drogocenne oleje z orzechów arganowych i buriti, dzięki którym skóra wygląda piękniej i emanuje zdrowym blaskiem. Delikatnie opalizujące złote mikro drobinki sprawiają, że samoopalanie staje się luksusowym zabiegiem pielęgnacyjnym. Preparat pozostawia na skórze przyjemny, świeży zapach, łatwo się rozsmarowuje. Wyjątkowa formuła pozwala na stopniowanie głębi koloru skóry, bez smug.

Składniki aktywne: estry oliwy z oliwek, estry poliglicerolu i soli pca, gliceryna, olej arganowy, olej passiflora, olejek buriti.


Odcień "subtelny brąz" odpowiedni do każdego rodzaju karnacji
  • naturalna, dyskretna opalenizna
  • stopniowanie głębi koloru
  • skóra pełna zdrowego blasku już po pierwszym użyciu
  • ujednolicony koloryt skóry
  • nie pozostawia smug ani przykrego zapachu
SKŁAD: 


MOJA OPINIA:
Tubka zamykana na klik jest bardzo wygodna w użyciu i nie ślizga się w dłoniach podczas używania jej pod prysznicem. Znajdziemy tutaj 150 ml produktu, który jest bardzo wydajny. Jego konsystencja przypomina właśnie mleczko i nie trzeba go dużo aby pokryć całe ciało - co właśnie przemawia za jego wydajnością. Mleczko bardzo intensywnie pachnie, ale nie powiedziałabym, że jest to świeży zapach jak sugeruje to producent. Jest dość przytłaczający i niestety nie przypadł mi do gustu. Jak możecie zobaczyć poniżej kosmetyk jest złoty z perłowym połyskiem.



Do tej pory spotykałam się z bardziej gęstymi konsystencjami w produktach samoopalających pod prysznic. Niestety gęsta konsystencja takich balsamów nie należała do wydajnych, a przy Złotym mleczku opalającym pod prysznic od BANDI o wodnistej konsystencji mogę cieszyć tym kosmetykiem dłużej. Nie potrzeba go dużo aby pokryć całe ciało. Mleczko faktycznie pokrywa ciało równomiernie i nie pozostawia smug. Na efekt opalenizny nie trzeba długo czekać bo już na drugi dzień widać, że skóra jest delikatnie brązowa. Przez pierwszy tydzień używałam go po każdym prysznicu, czyli siedem razy nakładałam go na swoją skórę. Później dla podtrzymania efektu zmniejszyłam jego dawkowanie do dwóch-trzech razy w tygodniu. Przy regularnym używaniu daje efekt bardzo naturalnie opalonej skóry nie takiej przesadzonej jakbyśmy non stop siedziały na solarium. Poniżej możecie zobaczyć zdjęcia przed i po używaniu tego mleczka.


Najgorszym etapem dla mnie jest odczekanie trzech minut spokojnie pod prysznicem przed zmyciem kosmetyku. Nie należę do osób spokojnych i nie umiem usiedzieć w miejscu przez chwilę, więc dla mnie te trzy minuty ciągną się jak wieczność. Dla jednych będzie to minus, a dla drugich plus - dodatkowe minuty na zrelaksowanie się. Trzeba tez pamiętać aby umyć dłonie po aplikacji mleczka. Na zdjęciu tego nie widać, ale skóra przy mleczku zyskuje zdrowego blasku. Dodatkowym plusem jest to, że mleczko delikatnie nawilża skórę, więc można nawet darować sobie balsam do ciała. Ja jestem leniem balsamowy, więc jeśli używałam mleczka rano to balsamowanie sobie już darowałam. Używając go po wieczornym prysznicu nawilżenie jakie daje nie jest wystarczające, dlatego wtedy aplikuje dodatkową porcję masła do ciała. Z efektów jestem bardzo zadowolona, ale zapach mleczka po prostu mi przeszkadza.


Podsumowując: Jeśli nie masz czasu się opalać, nie masz gdzie lub po prostu Ci się nie chce leżeć plackiem na słońcu przez kilka godzin to takie mleczko opalające pod prysznic będzie dla Ciebie dobrym wyborem. Ja nie mam gdzie się opalać, a nie lubię swojej bladej skóry dlatego co roku kupuję sobie takie produkty żeby nie świecić przede wszystkim bladymi nogami. Mleczko BANDI jest bardzo łatwe w aplikacji, zmywa się z łatwością, a na efekty nie trzeba długo czekać. Opalenizna jaką możemy nim uzyskać jest naturalna, nie pozostawia smug a koloryt skóry jest pięknie wyrównany. Dodatkowo dodaje jej pięknego zdrowego blasku. Jedynym minusem jaki widzę to intensywny zapach, który nie przypadł mi do gustu. Koszt takiego mleczka to 39 zł.

A Ty lubisz używać produktów samoopalających pod prysznic? Może wolisz samoopalacze - jeśli tak polecisz mi taki, który nie pozostawia smug? A może masz i używasz propozycji od BANDI?

Zobacz również inne posty

14 komentarze

  1. wprawdzie lubię się opalać, ale wiadomo praca biurowa nie sprzyja przebywaniu na słońcu akurat kiedy ono świeci ;) więc to jest bardzo fajny produkt, a samoopalaczy nie lubię

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcę i kupię! Zobaczymy jak się sprawdzi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne, jeszcze takiego nie miałam :-o

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie przepadam własnie za takimi produktami ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Raczej nie stosujemy takich kosmetyków, ale skoro efekt ma być stopniowy i naturalny, to może kiedyś się skusimy. Choć nam też pupki w miejscu nie usiedzą, więc jak wytrzymać te 3 minuty?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też nie mogłabym wytrzymać tych 3 minut pod prysznicem :D

    OdpowiedzUsuń
  7. 3 minuty to jeszcze nie tak źle, spodziewałam się, że trzeba czekać dłużej;) skóra "po' wygląda na bardziej żywą.
    Ja po samoopalacze nie sięgam, bo boję się zrobić sobie krzywdy :P zresztą moja skóra szybko łapie słońce

    OdpowiedzUsuń
  8. Zawsze się boję że samoopalaczem zrobię sobie krzywdę.. a takie mleczko to już inna sprawa. Chętnie bym przetestowała 😊

    OdpowiedzUsuń
  9. wiesz co nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak mleczko samoopalające pod prysznic!!! Muszę poszukać w drogeriach, niekoniecznie Bandi bo niestety nie mam czasu i ochoty opalać się w solarium czy na słońcu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetne rozwiązanie dla zapracowanych, albo nielubiących sie opalać. Ja uwielbiam słoneczko, ale to mleczko kusi mnie, żeby przetestować na sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja raczej po takie produkty nie sięgam, nie opalam się a i tak jestem ciemna :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Formuła i sposób aplikacji jest dla mnie kompletną nowostką :D Przyznam, że ze swoją bladą skórą od zawsze bałam się tego typu produktów, ale stopniowe, kontrolowane nabywanie opalenizny brzmi przeciekawie ;D W ogóle sama marka strasznie mnie ciekawi :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za odwiedziny! Jak już tu jesteś zostaw po sobie ślad :)
Za komentarze i obserwację postaram się odwdzięczyć.