LUSH: Maski do twarzy Cupcake oraz Don't Look At Me

6/10/2016 08:50:00 AM

Witam Was wszystkich bardzo serdecznie i zapraszam!


Po raz kolejny udało mi się zdobyć kilka kosmetyków z firmy Lush, która jak dobrze wiecie jest u nas niedostępna. Jesli poznałyście dobroczynne działanie kosmetyków Lush to z pewnością żałujecie, że nie możemy kupić ich u nas stacjonarnie - ratują nas tylko podróże! Było miło, ale się skończyło... Tak świeże maski Cupcake i Don't Look At Me dobiły u mnie dna i muszę się z nimi pożegnać. Szkoda, bo to były bardzo przyjemne cztery tygodnie. Tym razem podczas denka muszę pamiętać, żeby nie wyrzucać pustych opakowań. Puste opakowania możemy później wymienić na świeżą maskę do twarzy. Tak przy ostatnim denku zagalopowałam się i opakowanie po masce Mask of Magnaminty wylądowało w koszu... Cóż chroniczne zmęczenie daje o sobie znać. 

CUPCAKE


SKŁAD:


MOJA OPINIA:
Cupcake to maska oczyszczająca, która świetnia nada się dla cery trądzikowej. Skład ma bardzo przyjemny, a jej zapach przypomina mi ciasto murzynka. Pojemność świeżych masek od Lush to 45 ml. Mamy cztery tygodnie na jej zużycie, a należy ją trzymać w lodówce. Tradycyjnie na odwrocie możemy zobaczyć kto zrobił dla nas maskę. Tym razem był to Miro! Konsystencja jest gęsta, ale łatwo nanieść maskę na twarz, jednak ze zmyciem jest trudniej. Nawet ciepła woda i pryskanie jej wodą termalną podczas noszenia nie ułatwia zmycia. Maski Lush zdecydowanie mocno przywierają do twarzy.


O jej działaniu będę mówić w samych superlatywach. Jest to killer dla pryszczy. Jeśli macie jakieś niedoskonałości i zrobicie sobie maskę Cupcake to ona zasusza je mometalnie. Nawet przestają boleć złośliwe pryszcze, jeśli był to te gagatki z bolącej kategorii. Po zdjęciu maski niedoskonałości są zredukowane/zasuszone, a na drugi dzień znikają zmieniając się w delikatnie przebarwienie, które później znika. Myślę, że to doskonala maska dla nastolatków przechodzących przez okres dojrzewania. Po zastosowaniu maski dostajemy bardzo dobrze oczyszczoną skórę z wszelkich niedoskonałości nie wysuszając przy tym skóry. Maska ma również delikatne właściwości nawilżające. Skóra jest gładka, miękka, oczyszczona i nawilżona. Skóra tłusta/mieszana/trądzikowa będzie z niej bardzo zadowolona. Minimalizuje również wągry, ale nie w tak dużym stopniu jak robiła to Mask of Magnaminty, ale zauważyłam delikatną poprawę.


DON'T LOOK AT ME


SKŁAD:


MOJA OPINIA:
Podobnie jak maskę Cupcake zrobił dla mnie Miro. Miał chłopak pracowity dzień! Maska ma niebieski kolor przykuwający każde spojrzenie. Po jej nałożeniu wyglądamy niczym Mystique rodem z X-Men. Jej konsustencja jest lżejsza, ale tak samo trudno ją zmyć z twarzy. Pojemność taka sama bo 45 ml. Trzymamy ją w lodówce, a zużywamy w ciągu czterech tygodni. Myślałam, że maska będzie miała bardziej cytrynowy zapach, a ona pachnie trawą cytrynową. Nie przepadam za zapachem trawy cytrynowej, ale jej działanie to bajka. 



Maska Don't Look At Me ma właściwości odświeżające, rozjaśniające i wyrównujące koloryt skóry. Sok z witaminy C zawarty w składzie kosmetyku rozjaśnia skórę przywracając jej zdrowy blask. Dodatkowo witamina C ma właściwości przeciwstarzeniowe. Faktycznie po zastosowaniu maski koloryt skóry jest perfekcyjnie wyrównany. Przebarwienia znikają - wszystko zlewa się w idelany kolor. W tym przypadku maska ma duże właściwości nawilżające. Pozostawia skórę idelanie gładką, nawilżoną, odświeżoną z perfekcyjnym kolorytem. W ciepłe dni fajnie jest nałożyć taką maskę prosto z lodówki, która dodatkowo chłodzi. Zauważyłam również, że maska zmiękcza skórę. Jest taka mięciutka i gładka w dotyku jak nigdy. No prawie jak pupcia niemowlaka.


Podsumowując: Po raz kolejny jestem zachwycona działaniem masek Lush, ale ubolewam nad ich dostępnością. Cupcake to killer dla niedoskonałości, a Don't Look At Me pięknie wyrównuje koloryt skóry. Maskę oczyszczającą nabardziej lubiłam nakładać na te partie twarzy, które wymagały korekty, czyli u mnie to strefa T. Ostatnio po serum z Bielendy musiałam jakoś zwalczyć problem niedoskonałości, a maska Cupcake skutecznie mi w tym pomogła. Niestety skończyła mi się już, ale problem nie jest już tak duży jak był, bo serum najzwyczajniej w świecie odstawiłam. Za to Don't Look At Me uwielbiam za wyrównanie kolorytu, rozjaśnienie, właściwości nawilżające i zmiękczające skórę. Obie maski spełniają obietnice producenta w 100%. Z żalem puste opakowania lądują w denku (chlip, chlip). Koszt świeżych masek z Lush to 6,75 GBP.

Poznałyście Lush'a? Jak wrażenia?

Zobacz również inne posty

37 komentarze

  1. Ach, marza mi się te produkty lush, ciągle mi z nimi jednak nie po drodze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie miałam nic z tej firmy, ale chętnie wypróbowałam bym te maski.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja szykuję się w przyszłym tygodniu na wycieczkę Berslina. Tak naprawdę to nie o berlin chodzi, ale &OtherStories i Lush właśnie. :D Dobrze, że z Poznania nie jest aż tak daleko. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz szczęście. Ja z Warszawy to mam kawałek do Berlina ;)

      Usuń
  4. Marzy mi się przetestowanie kiedyś czegoś z tej firmy.. Maseczka Don't Look At Me ma prześliczny kolor.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju, szkoda, że nie można ich nigdzie dostać, bo akurat bym takiej potrzebowała :< Nie ma jakichś równie dobrych zamienników? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie znalazłam masek o tak świetnym działaniu jak Lush :(((

      Usuń
  6. Dużo dobrego czytałam o produktach Lush, po Twojej recenzji wiem, że muszę je koniecznie nabyć :)


    Kochana poklikałabyś w linki w najnowszym poście ? Dzięki ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Don't Look At Me chętnie bym wypróbowała, może kiedyś nadarzy się okazja :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też bardzo ubolewam nad dostępnością, chętnie bym wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Marzę o marce Lush w Polsce :( I bardzo jest mi źle z faktem, że tak ciężko ją dostać...

    OdpowiedzUsuń
  10. Chciałbym je kiedyś przetestować :) może kiedyś będą u nas dostępne :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja niestety nie mam do nich żadnego dostępu, a szkoda, bo chętnie bym coś wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Po Twojej recenzji brałabym obie :P Niestety mają glinki w składzie na pierwszych miejscach, więc mogłyby mi zrobić kuku :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe sprzedałam ;) A co glinki Cię uczulają?

      Usuń
  13. Ta niebieska jest piękna! taka smerfowa :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Obie z checią bym wypróbowała. Choć niebieska ze względu na kolor bardziej do mnie przemawia:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Tą pierwszą chętnie bym wypróbowała jednak obawiam się że mogłaby ona nie przetrwać tych 4 tygodni w lodówce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma w sumie napisane ile razy należy ją "dawkować". Co szybciutko byś ją zużuła? :D

      Usuń
  16. Obie maski to coś idealnie dla mnie, mam i trądzik i przebarwienia więc mogłyby być zbawienne :D Uwielbiam ten zamysł nalepek z informacją kto przygotował kosmetyk :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Dla mnie totalna nowość, ale super się prezentują :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo fajne, ale szkoda, że z dostępnością słabo :)

      Usuń
  18. Jak będę miała okazję, to sprawdzę sobie jakiś czyścik do twarzy albo właśnie maseczkę z Lusha :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie znam tych masek, bo nigdy nie byłam jeszcze w Lushu, ale powiem szczerze, że ciekawią mnie obie :D Jeśli chodzi o działanie nie wiedziałabym, którą wybrać, bo obie zapowiadają się świetnie :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Kiedyś w prezencie dostałam kilka produktów marki Lush, ale przyznam, że nie zrobiły na mnie jakiegoś mega wrażenia, ale maski, które prezentujesz wydają się być naprawdę fajne. Mam nadzieję, że wkrótce będę miała możliwość je zakupić :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja naszczęście zaczęłam dobrze z Lush i chce więcej pomimo tej niedostępności u nas ;( A pamietasz może co miałaś? Może będę się tego wystrzegać ;)

      Usuń
  21. Tych dwóch jeszcze nie miałam, ale nic straconego :) Są już następne w kolejce do wypróbowania razem z Rosy Cheeks!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Rosy Cheeks nie słyszalam :D Zaraz obczaje ;)

      Usuń
  22. Nigdy nie miałam produktów z Lush, ale bardzo mnie kuszą. Ta ciasteczkowa maska...uch! Bałabym się, że zjem :D

    OdpowiedzUsuń
  23. O tej marce jedynie czytam :P Ale cieszę sie, że tak dobrze się sprawdziły :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za odwiedziny! Jak już tu jesteś zostaw po sobie ślad :)
Za komentarze i obserwację postaram się odwdzięczyć.